Rozlana woda. Potknięcie przy wejściu. Podarty rękaw dosłownie chwilę przed wyjściem na scenę. Albo ulubione: zacinająca się prezentacja, spóźniony gość specjalny i mikrofon, który nagle przestaje działać akurat w połowie Twojego najważniejszego zdania.
W takich momentach wiele osób ma w głowie tylko jedną myśl: „To koniec, już po mnie.”
Ale czy naprawdę?
Przez lata pracy jako konferansjerka i trenerka autoprezentacji byłam świadkiem dziesiątek sytuacji, które mogłyby się skończyć katastrofą. I wiem jedno: publiczność naprawdę nie zapamięta samej wpadki. Zapamięta to, jak ją ograłeś.
To nie jest puste pocieszenie tylko obserwacja potwierdzona setkami godzin spędzonych na scenie i za kulisami eventów biznesowych, konferencji, szkoleń i gal. Widziałam prelegentów, którzy po drobnej wpadce zdobywali sympatię całej sali – właśnie dlatego, że zareagowali z klasą, spokojem albo odrobiną humoru. I widziałam takich, którzy drobne potknięcie zamieniali w lawinę stresu widoczną z ostatniego rzędu.
Różnica między nimi? Przygotowanie.
Zanim przejdę do ćwiczenia, które według mnie naprawdę działa, chcę zatrzymać się przy jednej rzeczy: dlaczego w ogóle tak bardzo boimy się wpadek?
Odpowiedź jest prostsza, niż myślisz. Boimy się tego, czego nie znamy. Tego, na co nie mamy gotowej reakcji. Nasz mózg w chwili stresu szuka znanych ścieżek i jeśli żadnej nie znajdzie, włącza alarm. Serce bije szybciej, myśli się urywają, głos się łamie.
Dlatego największym wrogiem dobrego mówcy nie jest nieprzewidywalność – bo ta zawsze będzie. Największym wrogiem jest brak oswojenia z nieprzewidywalnością.
Lubię nazywać te lęki gremliny 😊. To małe, złośliwe stworzenia, które siedzą w głowie i podpowiadają najgorsze scenariusze:
Gremliny są groźne, dopóki działają w ciemności. Dopóki są niewyraźnym, mglistym lękiem, który czujesz w żołądku, ale nie potrafisz go nazwać.
Gdy je nazwiesz – tracą moc.
To jest jedno z ćwiczeń, które regularnie przeprowadzam na szkoleniach z autoprezentacji. Jest proste, zajmuje 20–30 minut, a efekty są zaskakujące.
Krok 1: Spisz swoje gremliny
Weź kartkę (albo otwórz nowy dokument) i wypisz wszystkie sytuacje, których się obawiasz w kontekście wystąpień publicznych. Nawet jeśli coś wydaje Ci się absurdalne – zapisz. Właśnie te „absurdalne” lęki często trzymają nas najmocniej.
Przykłady:
Krok 2: Dla każdego gremlina – napisz swoją reakcję
Przy każdej sytuacji zastanów się: co konkretnie zrobię, jeśli to się wydarzy?
Na przykład:
Krok 3: Przeczytaj listę przed wystąpieniem
Nie po to, żeby się nastraszyć. Po to, żeby mózg miał gotowe ścieżki reakcji. Kiedy coś faktycznie się wydarzy, a prędzej czy później coś się wydarzy – nie wpadasz w panikę, bo masz plan.
Bo oswajasz to, czego się boisz, zanim to nastąpi. Twój mózg „przeżywa” te scenariusze w bezpiecznym środowisku – przy biurku i bez wzroku setek osób. Buduje sieci neuronalne, które w stresowym momencie będą gotowe do użycia.
Sportowcy robią to od lat. Trenerzy mentalnych umiejętności nazywają to wizualizacją scenariuszy kryzysowych. Ja po prostu mówię: oswoiłaś gremliny.
Kilka zasad, które warto zapamiętać:
1. Nie udawaj, że nic się nie stało – jeśli wszyscy widzą Publiczność nie jest głupia. Jeśli rozlejesz wodę na siebie i będziesz kontynuować bez słowa z mokrą koszulą – to będzie dziwne. Przyznaj się, skwituj lekko i jedź dalej.
2. Humor to Twój sprzymierzeniec Nie musisz być komediową gwiazdą. Wystarczy zwykłe, ludzkie: „No proszę, i to miało być profesjonalne” albo „Dobra, wersja B – teraz naprawdę będę mówić od serca, bo slajdy właśnie umarły.” Ludzie to uwielbiają.
3. Cisza nie jest Twoim wrogiem Kilka sekund ciszy, kiedy zbierasz myśli, jest absolutnie normalne. Problem zaczyna się wtedy, gdy wypełniasz ją nerwowym „eeee”, „yyyy” i chaotycznym bieganiem po scenie.
4. Pamiętaj, kto tu rządzi Ty jesteś gospodarzem tej przestrzeni. Nawet jeśli coś pójdzie nie tak – masz prawo (i obowiązek) zatrzymać się, zresetować i poprowadzić dalej. To jest właśnie to, za co publiczność szanuje prelegentów.
Często słyszę: „Tobie to łatwo mówić, ty się do tego urodziłaś.” Nie. Naprawdę nie.
Odporność na stres sceniczny, umiejętność reagowania na wpadki, pewność siebie przy mikrofonie — to nie jest kwestia talentu wrodzonego. To jest kwestia praktyki i narzędzi.
Tego właśnie uczę na szkoleniach z autoprezentacji, które mam ogromną przyjemność prowadzić. Pracujemy na realnych sytuacjach. Nie na „modelowych przykładach z podręcznika”, tylko na tym, co faktycznie może Cię spotkać i co zrobić, żeby wyjść z tego z twarzą.
Jeśli wystąpienia publiczne Cię stresują, masz poczucie, że to „nie dla Ciebie”, albo po prostu chcesz być lepiej przygotowana/y na to, co nieprzewidywalne – napisz lub zadzwoń do mnie.
Razem przepracujemy Twoje gremliny. I następnym razem, gdy rozlejesz wodę chwilę przed wejściem na scenę uśmiechniesz się i powiesz: „Dobra, ten scenariusz już znam.”
Alicja Ossowska – konferansjerka i trenerka biznesu. Prowadzę szkolenia z autoprezentacji i wystąpień publicznych oraz eventy biznesowe i integracyjne na terenie całej Polski.
[email protected], tel. 575999109